Dzień rozpoczął się dla niego nie najlepszą pobudką bo zakończoną lądowaniem na podłodze. Po czym dało się usłyszeć na całe mieszkanie jego słowa. - Nie ma to jak kolejny nudny dzień wyjęty z mojego życia, a jeszcze miesiąc temu siedziałem w leju po bombie myśląc o tym czy zginę tu i teraz czy też wrócę do domu. Heh... - westchnął po czym pomyślał sobie - Co za ironia losu. Najpierw chciałem wrócić do domu założyć rodzinę kupić psa itd. A teraz kombinuje co tu zrobić by było jak kiedyś, ale dosyć tego myślenia bo jeszcze myśliwym zostanę jak to mawiał mój dowódca. Cóż muszę zwlec dupsko z wyra i szykować się do szykować się do szkoły bo już jest 5.40 a lekcje znaczy praktyki mam 6.30 - Tak więc nie śpiesząc się wstał z łóżka rozmyślając nad tym jaką kare miał by na froncie za 10 minut spóźnienia na poranną odprawę. Po zjedzeniu śniadania i ubraniu się spojrzał na zegarek i zauważył że jest już 6.00. Tak więc zamknął swoje mieszkanie, wyszedł na podwórko gdzie stał zaparkowany jego ulubiony samochód, a przy nim jego najlepszy kumpel Leo z swoją dziewczyną Miką. Po wymianie przyjacielskich gestów zaczął otwierać swojego Forda Mondeo gdy do jego uszu dotarł odgłos dwóch biegnących osób. Tą dwójką byli mu dobrze znani Mati i Agnes. Tak więc wszyscy byli już w komplecie - Wszyscy już są zawołał żartobliwie po czym dodał - no to wyjeżdżamy.
Podróż przebiegała w miarę cicho i spokojnie w Fordzie jedynie słychać było jakiś utwór nadawany przez radio Eska. Lecz ten stan przerwała Agnes pytając się Miki.
- Mika?
- Co Agnes ?
- Kiedy ty i Leo wprowadzacie się do Maxa.
- Eee... No... Mnie się nie pytaj tylko Maxa.
- Spoko.
I tu zaczeło się to co doprowadziło do wydarzeń które zmieniły życie ich wszystkich.
- Max!!!
- Co Agnes?
- Kiedy Leo i Mika wprowadzają się do ciebie.
- Dzisiaj a czemu pytasz ?
- Z ciekawości panie poruczniku z czystej ciekawości.
- Aha
- No bo nie mogę uwierzyć że masz takie wielkie mieszkanie, jak nie jeden bogacz willę.
Dalsza podróż przebiegała im w ciszy i milczeniu, a w oddali było słychać przytłumione dźwięki wystrzałów i wybuchów, co sygnalizowało im że Wojsko Polskie likwiduje ostatnie gniazda oporu bojówek Frontu Wyzwolenia Narodu. Tymczasem po lekcjach w mieszkaniu Maxa panowała krzątanina związana z powrotem z szkoły. W czasie której Max próbował żartobliwie zagadać.
- No, i znów w domu nie ma to jak dom.
- Sorki Max ale nie tym razem kiedy indziej pogadamy.
- Spoko rozumiem pewnie chcecie abym wam pomógł z tą przeprowadzką.
- Nom sorry że cię tak wykorzystujemy.
- Nie no nic się nie stało, wiadomo przecież że chętnie wam pomogę.
Nikt z nich nie przypuszczał nawet, że to wydarzenie będzie symbolicznym kamykiem który poruszy całą lawinę wydarzeń, ale jakich tego już dowiecie się z innych rozdziałów
Z góry przepraszam za błędy których się dopatrzycie ale to mój piewrszy tego typu blog więc zbytnio nie wiem o co chodzi a i póki nie zapomniałem dopiero jestem początkującym pisarzem więc jeszcze raz góry przepraszam za błedy których się dopatrzycie