Noc była wyjątkowo przyjemna, ciepła lecz nie upalna. Po odprawie u Maxa niemal wszyscy spali już spokojnym głębokim snem poza Maxem i Łukaszem.
- Jest już 2.30 a ja nadal nie mogę spać - powiedział to jakby do siebie lub powietrza w mieszkaniu. Zastanawiał się czy dobrze robił tłumacząc małej jak działa znacznik celów którym się bawiła i czy dobrze zrobił godząc się na to by ją nauczyć obsługiwać się tym ustrojstwem. Wiedział dobrze że to tylko pokaz, wiedział także że małej należy się prawo do nauki obrony się przed napastnikami. - Lecz czy aby na pewno ta obrona ma polegać na sprowadzeniu im na głowę lotnictwa szturmowego lub pancernych zagonów?-przeszło mu przez głowę gdy stał i patrzył na zdjęcie mamy Bartka które stało w gablocie. - Pal to licho mała ma pełne prawo do obrony swojego życia i zdrowia przy użyciu wszelkich dostępnych metod i środków.- powiedział to już pewniejszy siebie patrząc na zdjęcie swojej ukochanej, następnie spojrzał na śpiącego w najlepsze Bartusia po czym był już całkowicie pewien słuszności swej decyzji. Nie tracąc czasu dopadł szafy z której wyjął mundur maskujący, plecak dwie manierki oraz cztery torby zwane chlebakami przez członków "Bad Company". Gdy upewnił się że ma wszystko co potrzeba podniósł z stołu laserowy znacznik celu którym się bawiła wczorajszej nocy Madzia. Przez chwilę znów spojrzał na zdjęcie które stało w gablocie jakby szukał w nim wsparcia lub rady. Zegar wskazywał już 3.35 więc uznał że pora się zdrzemnąć, gdy spokojniejszy już na duchu Łukasz złożył swą głowę na poduszce zasnął niemal natychmiast.
Tym czasem w mieszkaniu Maxa sytuacja miała się zgoła inaczej. Max spał lecz jego sen był nie spokojny, to był jeden z tych koszmarów co związane są z traumatycznymi wydarzeniami z czasów wojny i które bezlitośnie dręczą wszystkich którzy walczyli.
- "Raven 1" jak mnie słyszysz odbiór, "Raven 1" odbiór - głos w słuchawce radiostacji nie dawał za wygraną będąc równie natrętnym jak ostrzał artyleryjski który szalał obok ich pozycji. Rosjanie wraz z oddziałami bojówek F.W.N próbowali wymacać pozycje Bad Company znajdujące się zaledwie kilkaset metrów od Starego Browaru który do czasu wybuchu wojny pełnił rolę galerii chandlowej, gdyby udało się Rosjanom wymacać ich pozycje mieli by doskonałą okazje zatrzymać uderzenie na Poznań które rozpoczęło by wielką ofensywę sił sprzymierzonych na wschód.
- Baza tu "Raven 1" słyszę cię dobrze odbiór - w słuchawce zabrzmiała odpowiedź młodego oficera który dowodził grupą operacyjną o kryptonimie "Raven 1". W słuchawce znów zabrzmiał ten sam natrętny głos co wcześniej. - "Raven 1" meldujcie jak daleko znajdujecie się od Starego Browaru. - głos ten przypominał jeden z tych które nie znoszą sprzeciwu, jednak odpowiedź oficera była równie błyskawiczna co rozkaz dowódcy z sztabu. - Baza tu " Raven 1" znajdujemy się w zasięgu wzroku od Starego Browaru sytuacja jest ciężka zostaliśmy zmuszeni do okopania się wzdłuż ulicy Półwiejskiej wróg prowadzi ciężki ostrzał z ręcznych granatników oraz broni maszynowej i pancernej nasze straty wciąż rosną. Być może zostaniemy zmuszeni do wycofania się na ulicę Krakowską - raport młodego oficera nie wróżył nic dobrego, wszyscy w sztabie wiedzieli że "Raven 1" jest najmocniej wykrwawionym związkiem taktycznym z całego ugrupowania "Raven". Nagle zapada decyzja w sztabie. - Łączcie mnie z dowódcą ugrupowania '' Raven '' - dowódca wydawał się inny niż do tej pory.
Kto wie jak by dalej wyglądał ten se gdyby nie ciepły głos Michaliny. - Max, Max obudź się ! - znała już bardzo dobrze te jego nocne wojaże, nie miała mu tego za złe wiedziała że przeżył piekło podczas tej chorej wojny. Nagle Max wstał pół przytomny rozejrzał się twarzą pokrytą kroplami potu, po sypialni po czym usłyszał głos Michaliny - spokojnie kochanie to tylko był zły sen gdy chciał coś z siebie wydusić poczuł jej delikatny dotyk na swoim ramieniu dający mu znać że ma się położyć z powrotem. Tak też się stało położył się znów obok Michaliny, przytulając się do niej poczuł jak znów zapada w spokojny sen. Gdy Max zasnął Miśka spojrzała na niego jeszcze raz przed snem po czym powiedziała szeptem. - Ile jeszcze biedaku musisz wycierpieć by zaznać pełnego spokoju ducha. - rozejrzała się poraz ostatni po sypialni by zasnąć już nieco bardziej spokojna.
Zegar wskazywał już 22.15 Łukasz był w nie najlepszym nastroju po odprawie u Maxa głównie z kilku powodów. Do najważniejszych z nich należało to że musiał Madzie wysłać na dół do Bartka ponieważ Max nie pozwolił na to by dziecko brało udział w odprawie, chociaż zdaniem Łukasza Madzia miała pełne prawo do tego by wiedzieć co się święci a tym bardziej co jej grozi, chociaż z drugiej strony wojna to nie miejsce dla dzieci mimo tego że mała widziała śmierć swych rodziców to jednak nie powinna być mieszana w sprawy oddziału. Kolejnym powodem był fakt że Łukasz nie lubił zostawiać Bartka samego na tak długi okres czasu, fakt że Madzia z nim była i że miała go powiadomić gdy coś się wydarzy jednak nie zmieniał tego odczucia za które była odpowiadzialna więź ojca z synem jaka łączyła Łukasza z Bartkiem.W jego głowie wciąż tkwiła bezlitośnie jedna myśl, dokuczała mu równie belitośnie jak jego noga którą poszarpały mu odłamki na froncie. Pamiętał bardzo dobrze ten ból oraz sytuację gdy poznał mamę Bartka była wówczas świeżym nabytkiem w oddziale, przybyła do nich wprost z "akademii duchów" elitarnej szkoły snajperskiej jaką tylko świat znał. Gdy wszyscy się wycofywali w popłochu tylko ona jedyna się nie cofnęła, została przy nim by go osłaniać oraz opatrujących go medyków a następnie odwiedzała go w szpitalu polowym, właśnie podczas osłony Łukasza i sanitariuszy wykazała swą wartość snajperską zyskując przydomek "Eagle Watch" .
Gdy Łukasz dotarł do drzwi swojego mieszkania otwarł je niemalże bezszelestnie by nie zbudzić spiącego Bartusia oraz jak sądził śpiącej Madzi, jednak wielkie było jego zdziwienie gdy ujrzał małą bawiącą się laserowym lokalizatorem celów.
-Cześć Łukasz już wróciłeś - mała się odezwała, lecz nim Łukasz co kolwiek zdołał odpowiedzieć dodała - Śmieszna ta twoja lornatka taku duża i ma takie coś w środku z kwadracikiem jak aparat fotograficzny. - Na odpowiedź Łukasza nie musiała długo czekać. - Serwus mała ta lornetka to nie dokońca taka zwykła lornetka, jest ona także lesorowym lokalizatorem celów. - wyjaśnił dziewczynce lecz jak wiemy dziecięca ciekawość nie ma końca więc mała podjeła temat dalej. - A co to jest ten laserowy lokalizator celów ? - spytała zdziwiona Łukasza. Jej zdziwienie a także zaciekawienie nowym urządzeniem zdradzały jej szaroniebieskie oczęta którymi obserwowała bardzo dokładnie ów przedmiot.
- Widzisz mała laserowy lokalizator celów służy do lokalizowania celów , oznaczania ich azymutów oraz elewacji. Ale i tak pewnie nie wiesz co mówię, w skrócie mówiąc obserwujesz tym tak samo jak lornetką a gdy znajdziesz wrogi czołg, samochód, bunkier czy jakieś inne ustrojstwo wciskasz ten tu guzik - pokazał Madzi guzik który decyduje o życiu lub śmierci jak to zwykli mawiać żołnierze, po czym kontynuował - nie odrywajac lokalizatora od oczu i nie zmieniając jego położenia czekasz aż ten kwadracik który widzisz przestanie migać na czerwono a zacznie na stałe świecić się czerwonym kolorem by nastepnie zgasnąć, gdy zgaśnie możesz oznaczyć kolejny dowolnie wybrany przez ciebie cel. Teraz już rozumiesz o czym mówię ? - spytał się miłym pełnym ciepła głosem, jednak prosty dziecięcy rozum próbował to sobie poukładać w jedną logiczną i spójną całość. - Czyli to coś działa jak aparat fotograficzny ? - spytała jak by pewniejszym głosem a następnie dodała - ale czemu nie mogę zmieniać położenia tego urządzenia ? - spytała po raz kolejny. Na co Łukasz udzielił jej odpowiedzi w najbardziej zrozumiały sposób. - Tak to działa podobnie do aparatu tylko z tym wyjątkiem że zamiast zdjęć przysyła rakiety i bomby zupełnie nic nie spodziewającemu się wrogowi na głowę, a zmieniać położenia nie można tak samo jak z aparatem bo wtedy zdjęcie wyjdzie rozmazane, sama widziałas zdjecia robione w biegu prawda ? - zadał małej proste pytanie którym chciał ją naprowadzić na właściwy tor myślenia.
- Tak widziałam są rozmazane i brzydkie. - odpowiedziała - Właśnie i w tym przypadku jest podobnie lecz z tą różnicą że wówczas to urządzenie nie namierzy celu wybranego przez ciebie i bedziesz musiała powtórzyć namierzanie jeszcze raz. Teraz mnie rozumiesz szkrabie ? - spytał jakby dla pewności po czym usłyszał - Tak Łukasz rozumiem a dasz mi wypróbować jak to działa ? - spytała na co Łukasz odpowiedział. - Jak chcesz to mogę cię nauczyć w praktyce posługiwać się tym lokalizatorem. - jego odpowiedź poskutkowała tym czego się nawet nie spodziewał, mała podbiegła do niego i niczym rasowa przylepa się przytuliła po czym powiedziała. - Ty to potrafisz wytłumaczyć wszystko jak należy braciszku. - Nim zdołał jednak co kolwiek wykrzsztusić z siebie usłyszał - Dobranoc brat - po czym ujrzał małą biegnącą na górę do Maxa oraz zegarek na swej ręce zwiastujący fluorescencyjnymi wskazówkami kwadrans do 23
Ford Mondeo spokojnie przemierzał ulice Leszna mijając inne auta oraz ludzi nieświadomych tragedi która za chwilę miała się wydarzyć, by wreszcie znaleźć się u celu swej podróży którym był blok gdzie mieszkało dziecko, które zostało pozbawione swych biologicznych rodziców wcześniejszej nocy. Maxz aparkował jakieś cztery ulice dalej by nie budzić w nikim żadnych podejrzeń, po czym spokojnym wyluzowanym krokiem udał sie do bloku gdzie mieszkała mała dziewczynka którą on przygarnął po stracie rodziców,dzielnica w której mieszkała nie wyglądała na taką gdzie mogła wydarzyć się taka tragedia a jednak tak się stało.
-A więc to tu mieszkała Madzia - powiedzał ledwo słyszalnym głosem tak by tylko on sam siebie słyszał, po czym siegnął po wytrych aby otworzyć według jego przypuszczeń zamknięte drzwi które jednak okazały się otwarte. Wielkie było jego zaskoczenie gdy drzwi ustąpiły po lekkim pchnięciu dłonią, na wszelki wypadek przed wejściem do tego mieszkania sięgnoł po nóż który miał przy sobie pod kurtką, po czym wkroczył pewnym, w końcu nóż wojskowy mający na 21 cm długie ostrze dodaje sporo pewności siebie, ale mimo tego wszedł bardzo ostrożnym krokiem do mieszkania zamykając delikatnie drzwi za sobą, ślady krwi na podłodze wyraźnie mówiły mu jak przebiegała walka, którędy Madzia uciekała ale najbardziej zaniepokoił go fakt że napastników było troje a jeden leży martwy przy jego prawej nodze, i w dodatku ma na sobie mundur bojowy specnazu. Po rozejrzeniu się czy nic mu nie zagraża poczoł przeszukiwać napastnika.
-A więc to jednak zginołeś z rąk tego młodziana. - znów powiedział do siebie szeptem patrząc na ciało chłopaka w uniformie Bad Company które leżalo na końcu korytarza na brzuchu, a obok niego jego broń. Po czym znów zaczął mówić szeptem do siebie, to mu ułatwiało myślenie niczym wielkiemu Sherlockowi Holmesowi.
-No cóż gnido gangsterska miałeś pecha i zarobiłeś od tego młodzika z S.P.A.S-a 12, no z tej odległości to ci kamizelka z tytanu by nie pomogła przy tych nabojach, spojrzał na plame na ścianie która ukazywała, że ten tu padł martwy po pierwszym strzale, a na podłodze leżały 3 łuski po pociskach z strzelby, instynktownie odebrał poległemu strzelbe i zapas naboi do niej, dopiero wtedy ujrzał w plecach tego chłopaka który okazał się sierżantem Karolem Marciszewskim, znajduje się 6 ran wlotowych w plecach i 4 w klatce piersiowej zadane z broni UKM-2000 a na potwierdzenie tej tezy wskazywało 10 łusek po nabojach z tejże broni.
-Coś mi tu śmierdzi - pomyślał - przecież tu jest dziesieć łusek od UKM-u a jeszcze 12 łusek tutaj jest od AK-74 z czego 3 leżą przy tym co zarobił bezpośrednio z SPAS-a a pozostałe 9 leży zepchnięte na tego tu bohatera drzwiami od kuchni -jego rozmyślania się skończyły gdy tylko je otwarł i ujrzał ciało drugiego napastnika.
-No i teraz jesteśmy w domu - zaśmiał śię szeptem po czym zaczął dedukcję - Tamten wpadł tu pierwszy i zarobił pierwszy strzał a ty wpadłeś tu drugi i zarobiłeś najpierw w bok korpusu ale zdołałeś oddać 9 strzałów ogniem ciągłym ale tarfiłeś go w nogi, poczym dostałeś drugi strzał i doczołgałeś sie do kuchni, po czym skonałeś natomiast gdy ty młody sie połapałeś o co chodzi dostałeś 4 kulki w klate a gdy czolgałeś się do kuchni by się schronic 3 napastnik podszedł do ciebie i walnoł ci serią w plecy patrząc jak pełzniesz konający po podłodze.
Jego uwage przykuł fakt iż było 3 napastników , ale nie ma śladów by trzeci opuścił ten lokal, nagle ujrzał plame krwi wypływającą spod drzwi od sypialni jak sądził, posługując się zwyczajną intuicją w tym momencie. Już miał otworzyć drzwi gdy usłyszał, że z tego pomieszczenia dochodzi odgłos chrapania.
-No prosze nasz morderca jest takim idiotą że zasnoł - zaśmiał się pod nosem po czym delikatnie otwarł drzwi, i wkroczył ostrożnie omijając kałuże krwi do pomieszczenia które był sypialnią, by ujrzeć spiacą na łóżku dziewczynę w mundurku specnazu a obok niej leżący UKM-2000. Nie czekając na nic wycelował w jej kierunku strzelbe i kopnoł w łóżko krzycząc.
-Ej pobudka kurwa to nie wczasy śpiaca królewno!!!
-Czego Sasza przecież oni nie żyją ?! - odezwała się sennym głosem.
-Ja nie jestem Sasza jego już niema leży martwy w kuchni. - jego słowa brzmiały pewnie i okrutnie zwiastując jej nie uchronną śmierć. Po tych słowach się ockneła, gdy oprzytomniała i zrozumiała, że jest w śmiertelnej pułapce sięgneła po nóż próbując zaatakować Maxa lecz skończyło sie to silnym ciosem kolby w głowe i jej upadkiem.
-Kim jesteś i czego kurwa chcesz, zaczeła krzyczeć z strachu i bezsilności. - w jej głosie czuć było bezsilność oraz paniczny strach przed śmiercią, owy strach nie był Maxowi obcy już nie raz widział tchórzy emanujących właśnie tym strachem przed sprawiedliwą karą która ma ich właśnie dosięgnąć.
-Jestem głosem zemsty pewnej osoby która widziała jak mordujesz jej rodziców, a zarazem jestem także tutaj twym sędzią i katem.
Gdy przyłożył lufę strzelby do jej czoła wiedziała że już nie uniknie kary jakiej wymierzył jej los którą wykonać miał zamiar przy użyciu rąk Maxa.
-Strzelaj no dalej zabij mnie ale ostrzegam że mnie pomszczą jestem dziewczyną Franza. - powiedziała zbierając sie na resztki odwagi.
- A mnie to huj interesuje możesz być nawet żoną samego prezydenta a teraz pożegnaj się z życiem za to co zrobiłaś tej małej.
-Zginiesz jak mnie zabijesz jestem bliską krewną Me...
Już nie dokończyła zdania bo jej życie ulotniło się wraz z dzwiękiem strzelającej strzelby i spadającej łuski po naboju kalibru 18,5 mm.
Gdy już miał opuścić pechowe mieszkanie usłyszał odgłos biegnących cięzkich butów a wraz z nimi dzwięki komend podawanych po rosyjsku, wiedział już że to nie są przelewki, mieszkanie było na parterze i wyraźnie było słychać że jest 4 dowódców drużyn a to oznaczało że jest tutaj niedaleko 16 czerwonych spojrzał na strzelbe wiedział, że ma już tylko 3 naboje w magazynku przewiesił strzelbe przez plecy i chwycił UKM który w magazynku miał taśme z około setką naboi nagle, wpadła do mieszkania pierwsza drużyna a nastepne już wbiegały na parter, nagle otwarł drzwi od sypialni oddając po celnej serii w trzech zupełnie zaskoczonych żołnierzy pierwszej drużyny eliminując ich bez problemu, nagle z kuchni wybiegł ich dowódca zaskoczony tym że wpadli w zasadzke, lecz Max nie tracąc czasu walnoł w niego seria z UKM-u strzelając z biodra niczym Rambo z swojego M60. Wycofał się na parter z przewieszonym przez szyje i opartym o biodro UKM otwierając ogień do zupełnie zaskoczonej ósemki żołnierzy Rosyjskich, którzy zostali zupełnie zaskoczeni po tym co wydarzyło sie w mieszkaniu, ich nagły postój dał Maxowi niezłą okazje i doskonałe pole ostrzału nieruchomego wroga. Max korzystając z tej okazji długą serią liczącą jakieś 50 naboi wyeliminował całą ósemke strzelając z bliskiej odłegłości. Po czym wbiegł z powrotem do mieszkania i ryzykując postawił wszystko na jedną kartę, wyskoczył oknem w sypialni wprost na zaskoczonego dowódce czwartej drużyny, który padł na trawnik przygnieciony przez Maxa, przez chwile próbował zrzucić z siebie Maxa lecz po potężnym ciosie kolbą w czoło już nie wydał z siebie żadnej oznaki życia. Max nie tracąc czasu biegiem oddalił się od miejsca nie dawnej walki biegnąc jak najszybciej do samochodu. Gdy dotarł do forda dumny z siebie że zgubił pościg odpalił i odjechał w kierunku Strzyżewic by załatwic jeszcze jedną sprawę, gdy dojeżdżał do Strzyżewic jedyne co po nim na Ostroroga zostało to ciała dwunastu żołnierzy i ciało tej która zabiła rodziców madzi oraz ból szok i zaskoczenie.