Zapowiadał się sądny dzień zarówno dla Maxa jak i jego ludzi oraz ich wrogów, słońce było coraz wyżej zaczynając ogrzewać już lekko zziębniętych komandosów. Wszyscy oczekiwali decyzji Maxa co robić, sytuacja była trudna i cholernie upierdliwa w każdym tego słowa znaczeniu. Oprócz tego że przed bramą były dwa gniazda kaemów to jeszcze drogę blokował samochód pancerny, tworzący razem z kaemami idealną zaporę przeciwko nacierającej piechocie a oprócz tego brama była zaminowana, sytuacji nie poprawiał fakt że nie wiedzieli czy załoga ''Pancerniaka'' oraz załogi kaemów były na swoich miejscach. Na wzgórzu też trwały gorączkowe przygotowania stanowisk ogniowych, Madzia dzielnie pomagała Łukaszowi w pracy nad ich schronieniem przed ogniem małokalibrowym.
- Oddział czołgamy się do lasu. Tam przeczekamy aż słońce zacznie zachodzić wtedy też tak nie będzie nam przygrzewać. - padła komenda jedyna rozsądna jaką Max mógł wydać w tej trudnej sytuacji, dzięki temu że się ukryją w lesie zaoszczędzą wodę jak i również zyskają czas na którym mu teraz zależało. Cóż widmo dwóch kaemów i samochodu pancernego same wymuszały ukrycie sie i obserwowanie obozu w ramach uzyskania cennych informacji. Najważniejszą zaletą był fakt że rozkaz wydano tuż po 8.30 co dawało im czas na przygotowanie sobie schronienia tak jak Łukasz i Madzia uczynili.
- Max a co z małą i Łukaszem tam na górze - spytał nieco zmartwiony '' Szarik ''. - Poradzą sobie - odparł krótko Max tak by nikt nie wyczuł w jego głosie że martwi się o małą nie na żarty. - Max spokojnie Łukasz to doświadczony żołnierz i zadba o Madzię zobaczysz nie raz już brał udział w takich operacjach. - Próbował dodać otuchy Maxowi '' Wilk '' który do tej pory milczał nie dając po sobie najmniejszej oznaki swego istnienia. Na wzgórzu natomiast Madzia wraz z Łukaszem prowadziła dyskusję na temat ich zadań w jej pierwszej bojowej misji oraz nad tym czego się mogą tutaj spodziewać na co ma mała zwracać uwagę. Nie przeszkadzało Łukaszowi to w tym by Madzię nauczyć celować z karabinu snajperskiego przy okazji mając razem z małą ubaw po pachy oglądając jak Max i reszta oddziału chowa się w naprędce przygotowanym schronieniu w jakimś zacienionym miniaturowym jarze. Dzień mijał godzina po godzinie na rutynowych czynnościach obserwacyjnych, każdy kombinował jak mógł by tylko zabić doskwierającą im nudę oraz towarzyszący im cholerny upał w takich sytuacjach zwykli mawiać że są to łzy słońca które opłakuję świat widząc jego bestialstwo oraz niedolę, najbardziej nuda i upał dokuczyły by Madzi gdyby nie genialne pomysły Łukasza którymi wiedział jak rozładować w dziecku rosnące napięcie wywołane długotrwałym oczekiwaniem. Wreszcie słońce zaczęło wędrować ku zachodowi, dla wszystkich był to znak by ruszyć do pozycji wroga wiedzieli że po całym dniu będą już zmęczeni i nie przyłożą się do swoich obowiązków. Po wielu godzinnych obserwacjach wiedzieli że tylko jeden kaem jest obsadzony przez dwu osobową załogę a reszta to tylko straszaki, wiadome było także że obóz mimo dobrze przygotowanych systemów obronnych cierpi na spore braki w obsadzeniu tychże systemów. W znaczniku celów Madzia ujrzała wieże wartownicze, łącznie było ich pięć po jednej na narożnik obozowiska i piątej centralnie na jego środku.
- Jaskółka do dowódcy, Jaskółka do dowódcy odbiór.
- Dowódca do Jaskółki słucham.
- Centralna wieża obsadzona jest przez dwóch ludzi z kaemem i dwoma karabinkami.
- Jaskółka to dowódca zrozumiałem centralna wieża bez odbioru.
Nie przeciągając podczołgali się do samochodu pancernego znalawszy właz desantowy w podłodze Wilk zameldował o tym.
- Dowódco tu w podłodze jest właz dla desantu można się wślizgnąć do środka i przeczekać aż się zlikwiduje tych dwóch za kaemem.
- Świetnie chłopaki nie ma co czekać migiem mi do środka ale już, tam poczekamy aż zacznie się całkiem zachód słońca wtedy to się wymkniemy z tej puszki na konserwy i pozbędziemy się obsługi.
Gdy cała drużyna znalazła się w środku Max sięgnął do mikrofonu krótkofalówki który wystawał z jej słuchawki w jego uchu wcisnął guzik i rozpoczął mówić szeptem.
- Dowódca do Sokoła odbiór , Sokół jak mnie słyszysz.
- Sokół do Jastrzębia słyszę cię głośno i wyraźnie.
-Sokół ściągnij mi tych chojraków z kaemem na wieży ale spokojnie bez pośpiechu czekaj na mój rozkaz. Przekaż Jaskółce że następnie po twoim ataku niech oznaczy wierzę oraz inne cele dla bezzałogowych samolotów w ten sposób otworzycie nam drogę do obozu. Zrozumiano
- Sokół do Jastrzębia zrozumiałem bez odbioru.
Nie tracąc czasu Łukasz wraz z Madzia zajęli swoje pozycje, poprawiając ułożenie swego karabinu oraz ustawienia optyki Łukasz przygotował się do strzelania natomiast Madzia regulowała swoją optykę i starając się opanować rosnące w niej napięcie obserwowała wierzę którą miała oznaczyć widziała ujrzała wówczas po raz pierwszy '' Łzy Słońca ''
Zapowiadał się sądny dzień zarówno dla Maxa jak i jego ludzi oraz ich wrogów, słońce było coraz wyżej zaczynając ogrzewać już lekko zziębniętych komandosów. Wszyscy oczekiwali decyzji Maxa co robić, sytuacja była trudna i cholernie upierdliwa w każdym tego słowa znaczeniu. Oprócz tego że przed bramą były dwa gniazda kaemów to jeszcze drogę blokował samochód pancerny, tworzący razem z kaemami idealną zaporę przeciwko nacierającej piechocie a oprócz tego brama była zaminowana, sytuacji nie poprawiał fakt że nie wiedzieli czy załoga ''Pancerniaka'' oraz załogi kaemów były na swoich miejscach. Na wzgórzu też trwały gorączkowe przygotowania stanowisk ogniowych, Madzia dzielnie pomagała Łukaszowi w pracy nad ich schronieniem przed ogniem małokalibrowym.
- Oddział czołgamy się do lasu. Tam przeczekamy aż słońce zacznie zachodzić wtedy też tak nie będzie nam przygrzewać. - padła komenda jedyna rozsądna jaką Max mógł wydać w tej trudnej sytuacji, dzięki temu że się ukryją w lesie zaoszczędzą wodę jak i również zyskają czas na którym mu teraz zależało. Cóż widmo dwóch kaemów i samochodu pancernego same wymuszały ukrycie sie i obserwowanie obozu w ramach uzyskania cennych informacji. Najważniejszą zaletą był fakt że rozkaz wydano tuż po 8.30 co dawało im czas na przygotowanie sobie schronienia tak jak Łukasz i Madzia uczynili.
- Max a co z małą i Łukaszem tam na górze - spytał nieco zmartwiony '' Szarik ''. - Poradzą sobie - odparł krótko Max tak by nikt nie wyczuł w jego głosie że martwi się o małą nie na żarty. - Max spokojnie Łukasz to doświadczony żołnierz i zadba o Madzię zobaczysz nie raz już brał udział w takich operacjach. - Próbował dodać otuchy Maxowi '' Wilk '' który do tej pory milczał nie dając po sobie najmniejszej oznaki swego istnienia. Na wzgórzu natomiast Madzia wraz z Łukaszem prowadziła dyskusję na temat ich zadań w jej pierwszej bojowej misji oraz nad tym czego się mogą tutaj spodziewać na co ma mała zwracać uwagę. Nie przeszkadzało Łukaszowi to w tym by Madzię nauczyć celować z karabinu snajperskiego przy okazji mając razem z małą ubaw po pachy oglądając jak Max i reszta oddziału chowa się w naprędce przygotowanym schronieniu w jakimś zacienionym miniaturowym jarze. Dzień mijał godzina po godzinie na rutynowych czynnościach obserwacyjnych, każdy kombinował jak mógł by tylko zabić doskwierającą im nudę oraz towarzyszący im cholerny upał w takich sytuacjach zwykli mawiać że są to łzy słońca które opłakuję świat widząc jego bestialstwo oraz niedolę, najbardziej nuda i upał dokuczyły by Madzi gdyby nie genialne pomysły Łukasza którymi wiedział jak rozładować w dziecku rosnące napięcie wywołane długotrwałym oczekiwaniem. Wreszcie słońce zaczęło wędrować ku zachodowi, dla wszystkich był to znak by ruszyć do pozycji wroga wiedzieli że po całym dniu będą już zmęczeni i nie przyłożą się do swoich obowiązków. Po wielu godzinnych obserwacjach wiedzieli że tylko jeden kaem jest obsadzony przez dwu osobową załogę a reszta to tylko straszaki, wiadome było także że obóz mimo dobrze przygotowanych systemów obronnych cierpi na spore braki w obsadzeniu tychże systemów. W znaczniku celów Madzia ujrzała wieże wartownicze, łącznie było ich pięć po jednej na narożnik obozowiska i piątej centralnie na jego środku.
- Jaskółka do dowódcy, Jaskółka do dowódcy odbiór.
- Dowódca do Jaskółki słucham.
- Centralna wieża obsadzona jest przez dwóch ludzi z kaemem i dwoma karabinkami.
- Jaskółka to dowódca zrozumiałem centralna wieża bez odbioru.
Nie przeciągając podczołgali się do samochodu pancernego znalawszy właz desantowy w podłodze Wilk zameldował o tym.
- Dowódco tu w podłodze jest właz dla desantu można się wślizgnąć do środka i przeczekać aż się zlikwiduje tych dwóch za kaemem.
- Świetnie chłopaki nie ma co czekać migiem mi do środka ale już, tam poczekamy aż zacznie się całkiem zachód słońca wtedy to się wymkniemy z tej puszki na konserwy i pozbędziemy się obsługi.
Gdy cała drużyna znalazła się w środku Max sięgnął do mikrofonu krótkofalówki który wystawał z jej słuchawki w jego uchu wcisnął guzik i rozpoczął mówić szeptem.
- Dowódca do Sokoła odbiór , Sokół jak mnie słyszysz.
- Sokół do Jastrzębia słyszę cię głośno i wyraźnie.
-Sokół ściągnij mi tych chojraków z kaemem na wieży ale spokojnie bez pośpiechu czekaj na mój rozkaz. Przekaż Jaskółce że następnie po twoim ataku niech oznaczy wierzę oraz inne cele dla bezzałogowych samolotów w ten sposób otworzycie nam drogę do obozu. Zrozumiano
- Sokół do Jastrzębia zrozumiałem bez odbioru.
Nie tracąc czasu Łukasz wraz z Madzia zajęli swoje pozycje, poprawiając ułożenie swego karabinu oraz ustawienia optyki Łukasz przygotował się do strzelania natomiast Madzia regulowała swoją optykę i starając się opanować rosnące w niej napięcie obserwowała wierzę którą miała oznaczyć widziała ujrzała wówczas po raz pierwszy '' Łzy Słońca ''
Zmodyfikowany Citroen Jumper mknął jak szalony opustoszałą A5 w kierunku Poznania wioząc w swej szoferce siedem osób odzianych w mundury bojowe, kierował Max obok niego siedziała Madzia a przy drzwiach od pasażera zajął miejsce Łukasz za nimi natomiast na czteroosobowej kanapie siedział Niedźwiedź a obok niego siedzieli Iwan zwany ''Szarikiem'', Sasza zwany ''Polidrukiem'', i Fiodor zwany " Wilkiem". W szoferce brzmiały utwory serwowane przez nie dawno odbudowane radio RMF gdy Łukasz się odezwał do Maxa. - Zwolnij cholera jasna debilu zwolnij my tam chcemy żywi dojechać. Rwiesz już ponad 150 kilometrów na godzinę.
- Nie marudź do cholery chcesz tam dojechać nim tamci się zwiną z tego cholernego wypiździajewa. - Max skwitował go bez żadnego odruchu litości. Jakim cudem on się tam znalazł nie wie tego nikt po prostu gdy wszyscy się pakowali do Jumpera nagle podszedł i wyskoczył że z Madzią nigdzie bez niego nie jadą a zwłaszcza pod sam nos Poznańskiej mafii. Cholera go wie jak się dowiedział przecież wszyscy wiedzieli że mała nie puściła farby nikomu, może najzwyklejsza intuicja mu podpowiadała co się kroi lub najzwyklej był u kolejnego z swych informatorów huj go jeden wie co on tam miał jeszcze za asy w rękawie.
- Max zwolnij przed nami na prawym pasie mamy sporo wraków przy tej prędkości nie ominiesz ich - odezwał się Niedźwiedź.
Widzę stary ślepy nie jestem, Polidruk za ile mamy ten cholerny zjazd do tego ich lasu - w głosie Maxa dało wyczuć się swego rodzaju niepokój wywołany faktem że Madzia razem z nimi jechała na akcję, diabli nadali tę całą melinę klną w duchu Max, martwił się o małą o to jak poradzi sobie z namierzaniem celów i czy w ogóle poradzi sobie przecież trochę ma na sobie zadań. Gdy nagle głos Polidruka wyrwał go z zadumy. - Poruczniku hamuj nie przejedziemy zobacz jakiś podejrzany ten zator podobny do barykady, lepiej go objedźmy.
Po tych słowach maszyna zahamowała z przeraźliwym piskiem opon. Max stosował taktykę hamowania pulsacyjnego, wiedział że przy jednym ciągłym trzymaniu wciśniętego pedału hamulca spali hamulce i Jumper na nic im się nie przyda bez sprawnego układu hamowania.
- Poruczniku tuż za tą barykadą jest zjazd do tej meliny - Polidruk wskazał na ścieżkę biegnącą tuż za barykadą, oraz na mapy gdy odezwała się Madzia. - Tata patrz tam jest druga taka sama barykada jak tutaj - wskazując palcem na drugą oddaloną barykadę.
- Krasawica, bystra dziewoczka taka córa to skarb.
- Niech mnie diabli ma dziewucha oko no no - nagle rozhuczało od pochwał w kierunku małej za to że zauważyła druga barykadę.
- Dobra bierzemy sprzęt z paki i ruszamy w las idziemy gęsiego w równych odstępach Łukasz idziesz na szpicy a reszta 60 metrów za nim w 3 metrowych odstępach od siebie, od teraz obowiązuje pełna cisza - Max wydał jasny i przejrzysty rozkaz. Wszyscy obwieszeni bronią i sprzętem maszerowali w milczeniu uważnie rozglądając się po okolicy wypatrując podejrzanych cieni, refleksów czy też sylwetek oraz uważając gdzie stawiają nogi by robić jak najmniejszy hałas, Madzia szła blisko Maxa naśladując każdą jego czynność po ponad godzinnym marszu w trudnym leśnym terenie dotarli w okolice wzniesienia znajdującego się lekko po przekątnej do głównej bramy obozu wroga.
- Łukasz idziesz na wzniesienie wraz z Madzią i zajmujecie dogodne dla was pozycje a pozostali za mną - początkowo mała protestowała chciała iść z Maxem lecz Łukasz ją uspokoił i wyjaśnił że taka jest ich rola w tej operacji i że najlepiej się z niej mogą wywiązać właśnie na tym wzgórzu, podczas gdy Łukasz i Madzia zajmowali pozycje na wzgórzu Max wraz z resztą oddziału oddalił się na około 60 metrów od wzgórza chowając się za okolicznymi zasłonami terenowymi. Od tej pory wszyscy posługiwali się kryptonimami operacyjnymi. Gdy nagle padł kryptonim operacyjny Madzi.
- Jaskółka co widzisz w pobliżu głównej bramy - nagle głos Maxa spoważniał, mała nie czekając na nic przyłożyła do oczu laserowy znacznik celu, ten sam którym bawiła się u Łukasza w domu, poprawiła ostrość obrazu oraz wyregulowała zbliżenie tak jak jej Łukasz pokazał przed wyjazdem, jej małe dziecięce łapki oraz twarz pokryły się potem po ponad godzinnym marszu oraz wdrapywaniu się na wzgórze. Gdy obserwowała rejon wokół bramy głównej poczuła jak ogarnia ją uczucie strachu i nie pewności gdy poczuła nagle na ramieniu przyjacielski dotyk Łukasza który dodał jej otuchy.
- Jaskółka do Jastrzębia widzę dwa kontenery stalowe tworzące mur ochronny między nimi znajduje się brama, jest ona otwarta przed każdym z kontenerów znajduje się umocnione stanowisko karabinu maszynowego - mała spisywała się świetnie podczas swej pierwszej misjii, mówiła dokładnie i powoli tak by Max ją zrozumiał, natomiast Łukasz czuwający obok niej podpowiadał jej nazwy różnych stanowisk lub rzeczy których nazw nie znała oraz nakierowywał na niektóre szczegóły które moga być potencjalnie niebezpieczne dla oddziału - przed bramą miedzy kontenerami jest rozpięta żyłka od detonatora miny a za nią wystają na samym końcu widać przy każdym kontenerze wąsy zapalnika min przeciwpiechotnych. Jakieś 70 metrów przed stanowiskami kaemów na środku ścieżki dojazdowej stoi samochód dostawczy przerobiony na samochód pancerny.
- Świetna robota Jaskółko zostańcie wraz z Sokołem na pozycji i czekajcie dalszych rozkazów - w głosie Maxa brzmiała duma z faktu iż mała uporała z pomocą Łukasza z pierwszą jakże trudną dla dziecka misją, jednak w duchu wyczuwał kłopoty i to spore wiedział co może im zgotować jedno gniazdu kaemu przed bramą a tutaj ma dwa a oprócz nich jeszcze samochód pancerny.
Na rynku w Osiecznie panował wyjątkowy ruch który wywołała wieść o dostawie nowych mebli i ubrań wraz z medykamentami w ramach programu ''Odbudowy Kraju". Wokół sławnego na całą Osiecznę dębu imienia '' Jana Pawła II " zebrało się sporo ludzi by oczekiwać momentu gdy na rynku zjawią się ciężarówki z pomocą. Mimo tego całego gwaru Łukasz odsypiał w najlepsze nocne karmienie synka, także Madzia spała w najlepsze, ucinając sobie drzemkę. Gdy nagle od drzwi Łukasza dobiegł głośny łomot, który natychmiast wyrwał go z błogiego snu. Po otwarciu drzwi jego oczom ukazał się dobrze mu znany "Niedźwiedź". - Niedźwiedź ty baranie jeden zacofany czego tak walisz mi w drzwi co ? chcesz je rozpieprzyć małego obudzić czy mnie doprowadzić do białej gorączki? - zagrzmiał lekko zdenerwowany Łukasz. - Wyluzuj stary nie tak ostro, nie wiesz że złość piękności szkodzi. - próbował żartować tamten by rozładować sytuację. - To mi już nic nie zaszkodzi, gadaj o co chodzi a nie stoisz mi przed drzwiami jak tirówa przy szosie.
- To wpuść mnie do środka bo to jest rozmowa wiesz taka w 4 oczy a wolelibyśmy aby Max o tym nie wiedział.
- To rusz to swoje wielkie dupsko i właź do środka a nie czekasz jak na boskie zmiłowanie, pewnie za chwilę zaczniesz mi tu śpiewać u drzwi twoich co ?. - po tych słowach tamten wybuchł śmiechem. - No to mówcie żołnierzu o co wam chodzi tym razem - spytał zaciekawiony, Łukasz dobrze znał to spojrzenie "Niedźwiedzia" i dobrze wiedział że szykuje się coś grubego. - A więc słuchaj uważnie - Niedźwiedź rozpoczął - namierzyliśmy jedną melinę dosyć ważna jest dla poznańskiej ośmiornicy z tego względu że to ich ostatni taki wielki punkt zaopatrzeniowy mają tam wszystko bracie cały sprzęt zdobyty na poległych prochy forsę nawet samochodówkę tam mają i najważniejsze... - nagle przerwał mu Łukasz - Najważniejsze że nie jestem zainteresowany tym by posprzątać to czego wojsko i psiarnia nie upilnowało.
- Czego przerywasz głupolu jak nie wiesz o co chodzi do końca słuchaj mnie uważnie to cie na pewno zainteresuje - kontynuował Niedźwiedź - mają tam całą kartotekę swoja rozumiesz stary wszystkie papiery w tym nawet te które zawierają dane na temat tego co jest odpowiedzialny za organizacje oraz wykonanie zamachu na szpital PCK w Poznaniu. - Nagle oczy Łukasza zapłonęły chęcią zemsty, nic w tym dziwnego w końcu od dość dawna szukał tego kto jest za to odpowiedzialny. Nim Niedźwiedź zdołał dokończyć usłyszał tylko jedno proste zdanie z ust Łukasza - Gdzie ona się znajduje i jak duże siły jej strzegą. - po tych pytaniach Niedźwiedź nie miał żadnych wątpliwości że Łukasz ma zamiar ich zaatakować. - Niedźwiedź słuchaj zjeżdżaj już do siebie a ja się przygotuję i popędzę po mojego nowego pomocnika jak będziemy gotowi damy ci znać. - po tych słowach "Niedźwiedź'' stał już za drzwiami a Łukasz pędem biegł na górę po Madzię którą zamierzał nauczyć rzemiosła które jej obiecał w praktyce