Ludzie to zawsze dzieci swoich matek. Bez matki nie ma poety, nie ma bohatera.
Każdą inną ludzką miłość trzeba zdobywać, trzeba na nią zasługiwać pokonując stojące na jej drodze przeszkody, tylko miłość matki ma się bez zdobywania i bez zasług.
Gdy Leo wybiegł z mieszkania z wiadomością od Maxa do wszystkich Max ucałował Madzię w policzek po czym powiedział;
-Miśka ja jadę załatwić jedną sprawe na mieście, a ty młoda damo bądź grzeczna i słuchaj mamy jak mnie nie będzie.
-Max o której przyjedziesz-nagle padło pytanie Miśki po czym dodała uważaj na siebie. Natomiast jego reakcja była jeszcze szybsza;
-Będe najszybciej jak się da, bo za jakieś 5 godzin mamy odprawe u nas i jasne że będe uważał na siebie, za pamięci Madziu gdzie mieszkałaś na Ostroroga, chodzi mi o dokładny adres potrzebny mi jest do jednej sprawy.
-Ja mieszkałam na Ostroroga 5 mieszkania 4
-Dzięki to ja już zmykam papa
Gdy drzwi sie zamkneły jedyne co słychać było to auto odjeżdżające z piskiem opon. Gdy Michalina postawiła małą na podłodze powiedziała, że może iść się poznać z kolegami jej i Maxa którzy sie wprowadzają sie do kamienicy, tak więc mała uradowana tym ze pozna nowych przyjaciół z swojej nowej rodziny, przecież Max powiedział jej że są jedną wielką rodziną, gdy znalazła sie na korytarzu ujrzała że Leo i Mika zajeli mieszkanie naprzeciw Maxa a na końcu korytarza zamieszkali Mati i Agness, tak więc mała zszedła na parter, w pokoju po lewej urządzał się rosły chłopak w stroju przypominającym jakiś uniform wojskowy a naprzeciw w drugim pokoju urządzał sie chłopak który miał dziecko. Madzia obiecała sobie później z nim porozmawiać, mały pokoik przy piwnicy zajmowała dziewczyna i chłopak kórzy byli przyjaciółmi(tak jej nowy tatuś opowiadał) naprzeciw nich mieszkali jacyś trzej chłopacy a w dobudówce mieszkała kolejna dwójka chłopaków którzy już się urządzili w swoich mieszkaniach.
Lecz że Madzia zawsze była ciekawska zajrzała do piwnicy a tam się okazało że jedno pomieszczenie po prawej znajdowało sie pod pokojem tego chłopaka z dzieckiem i to pomieszczenia także było przerobione na pokój do którego miał się ktoś wprowadzić a naprzeciw tego pokoiku było wejście do piwnicy tej normalnej z węglem drzewem i piecem oraz konserwami itp. pod schodami i naprzeciw nich były dwa schwoki ale nie było dziecku dane ich poznać bo nagle zawołał ją głos z góry.
-Hej mała możesz przyjść tu do mnie na góre?
Na co ona odparła zaczepnie. - Mała to jest walizka a ja jestem niska. - Po tych słowach już była przy osobie która ją wołała, okazał się nią był ten chłopak który miał dziecko. Nagle skwitował ją cietą odpowiedzią.
- No prosze jaki taki burak ze wsi jestem że nie wiem co to jest walizka. - Po tej odpowiedzi zaczeli się oboje śmiać, by nastepnie zacząć rozmowę z sobą.
- Łukasz jestem a ty mała jak masz na imię? - spytał.
- Na imię mi Madzia prosze pana. - Po czym on wybuchł śmiechem.
- Proszę pana ja mam dopiero 16 lat więc mów mi po imieniu Dobrze?
- Co? on ma 16 lat i już jest tatą - pomyślała.
-Dobrze odparłam
Gdy była z Łukaszem w jego mieszkaniu usłyszała płacz dziecka które obudziło się po tym jak ktoś na dworze odpalił petarde co poskutkowało salwą krwistych wyzwisk rzucanych przez otwarte okno od Łukasza w strone tego kto ją zdetonował. Po czym Łukasz zamknął okno i odezwał się do niej.
- Ten maluch który sie zbudził to mój synek Bartuś moje oczko w głowie, mój najcenniejszy skarb. Madziu mam sprawe do ciebie powiedz mi czy ten obraz wisi prosto bo mój synek mi nie powie bo ma zaledwie 6 miesięcy. - Po chwili oglądania odparła że prosto i zadała nie stosowne w tej chwili Łukaszowi pytanie;
-Łukasz a gdzie jest mama Bartusia?
-Ehh... widzisz no jego mama jest w śpiączce od jakiś 5 miesięcy bo jakiś... - Jego głos zaczoł drżec po czym wybuchł nagłym gniewem -Bo jakiś skurwiel pracujący dla mafii z Poznania miesiąc po jego narodzinach podłożył i zdetonował bombe w szpitalu gdzie był Bartuś i jego mama sama wiesz mała,że u nas w Polsce toczyła się wtedy wojna z komunistami kórzy wynajmowali Gangi do swoich zadań bo z Polski wyparliśmy ich miesiąc po rozpoczęciu przez nich wojny trzyletniej która później toczyła się na terenach całego globu. Tak więc jak mówiłem... - Jego głos znowu zadrżał po czym wrócił do tematu - Miesiąc po narodzinach Bartusia czerwoni próbowali przejąć na nowo inicjatywe na froncie wschodnim próbując wszcząc wojnę domową z armią Polską i "Bad Company " poprzez Gangi działające na terenie Polski, i znakiem do tej operacji było wysadzenie w powietrze szpitala który prowadził PCK w Poznaniu , niestety pech chciał, że wybuch spowodował iż mame Bartusia uderzył w głowę fragment sufitu który spowodował to że, zapadła w śpiączke. A teraz nie gniewaj sie na mnie ale chce małego uśpić więc zmykaj na góre do siebie dobrze?. - Pokiwała głową że rozumie i że nie gniewa się gdy na odchodne usłyszała głos Łukasza;
- Jeśli chcesz to możesz przychodzić do mnie kiedy chcesz a teraz zmykaj i zapamiętaj co ci teraz powiem pierwsze to :
* Ludzie to zawsze dzieci swoich matek. Bez matki nie ma poety, nie ma bohatera.
- A Drugie to :
* Każdą inną ludzką miłość trzeba zdobywać, trzeba na nią zasługiwać pokonując stojące na jej drodze przeszkody, tylko miłość matki ma się bez zdobywania i bez zasług.
A teraz już mykaj do siebie i nie zapomnij być na odprawie u Maxa