Ford Mondeo spokojnie przemierzał ulice Leszna mijając inne auta oraz ludzi nieświadomych tragedi która za chwilę miała się wydarzyć, by wreszcie znaleźć się u celu swej podróży którym był blok gdzie mieszkało dziecko, które zostało pozbawione swych biologicznych rodziców wcześniejszej nocy. Maxz aparkował jakieś cztery ulice dalej by nie budzić w nikim żadnych podejrzeń, po czym spokojnym wyluzowanym krokiem udał sie do bloku gdzie mieszkała mała dziewczynka którą on przygarnął po stracie rodziców,dzielnica w której mieszkała nie wyglądała na taką gdzie mogła wydarzyć się taka tragedia a jednak tak się stało.
-A więc to tu mieszkała Madzia - powiedzał ledwo słyszalnym głosem tak by tylko on sam siebie słyszał, po czym siegnął po wytrych aby otworzyć według jego przypuszczeń zamknięte drzwi które jednak okazały się otwarte. Wielkie było jego zaskoczenie gdy drzwi ustąpiły po lekkim pchnięciu dłonią, na wszelki wypadek przed wejściem do tego mieszkania sięgnoł po nóż który miał przy sobie pod kurtką, po czym wkroczył pewnym, w końcu nóż wojskowy mający na 21 cm długie ostrze dodaje sporo pewności siebie, ale mimo tego wszedł bardzo ostrożnym krokiem do mieszkania zamykając delikatnie drzwi za sobą, ślady krwi na podłodze wyraźnie mówiły mu jak przebiegała walka, którędy Madzia uciekała ale najbardziej zaniepokoił go fakt że napastników było troje a jeden leży martwy przy jego prawej nodze, i w dodatku ma na sobie mundur bojowy specnazu. Po rozejrzeniu się czy nic mu nie zagraża poczoł przeszukiwać napastnika.
-A więc to jednak zginołeś z rąk tego młodziana. - znów powiedział do siebie szeptem patrząc na ciało chłopaka w uniformie Bad Company które leżalo na końcu korytarza na brzuchu, a obok niego jego broń. Po czym znów zaczął mówić szeptem do siebie, to mu ułatwiało myślenie niczym wielkiemu Sherlockowi Holmesowi.
-No cóż gnido gangsterska miałeś pecha i zarobiłeś od tego młodzika z S.P.A.S-a 12, no z tej odległości to ci kamizelka z tytanu by nie pomogła przy tych nabojach, spojrzał na plame na ścianie która ukazywała, że ten tu padł martwy po pierwszym strzale, a na podłodze leżały 3 łuski po pociskach z strzelby, instynktownie odebrał poległemu strzelbe i zapas naboi do niej, dopiero wtedy ujrzał w plecach tego chłopaka który okazał się sierżantem Karolem Marciszewskim, znajduje się 6 ran wlotowych w plecach i 4 w klatce piersiowej zadane z broni UKM-2000 a na potwierdzenie tej tezy wskazywało 10 łusek po nabojach z tejże broni.
-Coś mi tu śmierdzi - pomyślał - przecież tu jest dziesieć łusek od UKM-u a jeszcze 12 łusek tutaj jest od AK-74 z czego 3 leżą przy tym co zarobił bezpośrednio z SPAS-a a pozostałe 9 leży zepchnięte na tego tu bohatera drzwiami od kuchni -jego rozmyślania się skończyły gdy tylko je otwarł i ujrzał ciało drugiego napastnika.
-No i teraz jesteśmy w domu - zaśmiał śię szeptem po czym zaczął dedukcję - Tamten wpadł tu pierwszy i zarobił pierwszy strzał a ty wpadłeś tu drugi i zarobiłeś najpierw w bok korpusu ale zdołałeś oddać 9 strzałów ogniem ciągłym ale tarfiłeś go w nogi, poczym dostałeś drugi strzał i doczołgałeś sie do kuchni, po czym skonałeś natomiast gdy ty młody sie połapałeś o co chodzi dostałeś 4 kulki w klate a gdy czolgałeś się do kuchni by się schronic 3 napastnik podszedł do ciebie i walnoł ci serią w plecy patrząc jak pełzniesz konający po podłodze.
Jego uwage przykuł fakt iż było 3 napastników , ale nie ma śladów by trzeci opuścił ten lokal, nagle ujrzał plame krwi wypływającą spod drzwi od sypialni jak sądził, posługując się zwyczajną intuicją w tym momencie. Już miał otworzyć drzwi gdy usłyszał, że z tego pomieszczenia dochodzi odgłos chrapania.
-No prosze nasz morderca jest takim idiotą że zasnoł - zaśmiał się pod nosem po czym delikatnie otwarł drzwi, i wkroczył ostrożnie omijając kałuże krwi do pomieszczenia które był sypialnią, by ujrzeć spiacą na łóżku dziewczynę w mundurku specnazu a obok niej leżący UKM-2000. Nie czekając na nic wycelował w jej kierunku strzelbe i kopnoł w łóżko krzycząc.
-Ej pobudka kurwa to nie wczasy śpiaca królewno!!!
-Czego Sasza przecież oni nie żyją ?! - odezwała się sennym głosem.
-Ja nie jestem Sasza jego już niema leży martwy w kuchni. - jego słowa brzmiały pewnie i okrutnie zwiastując jej nie uchronną śmierć. Po tych słowach się ockneła, gdy oprzytomniała i zrozumiała, że jest w śmiertelnej pułapce sięgneła po nóż próbując zaatakować Maxa lecz skończyło sie to silnym ciosem kolby w głowe i jej upadkiem.
-Kim jesteś i czego kurwa chcesz, zaczeła krzyczeć z strachu i bezsilności. - w jej głosie czuć było bezsilność oraz paniczny strach przed śmiercią, owy strach nie był Maxowi obcy już nie raz widział tchórzy emanujących właśnie tym strachem przed sprawiedliwą karą która ma ich właśnie dosięgnąć.
-Jestem głosem zemsty pewnej osoby która widziała jak mordujesz jej rodziców, a zarazem jestem także tutaj twym sędzią i katem.
Gdy przyłożył lufę strzelby do jej czoła wiedziała że już nie uniknie kary jakiej wymierzył jej los którą wykonać miał zamiar przy użyciu rąk Maxa.
-Strzelaj no dalej zabij mnie ale ostrzegam że mnie pomszczą jestem dziewczyną Franza. - powiedziała zbierając sie na resztki odwagi.
- A mnie to huj interesuje możesz być nawet żoną samego prezydenta a teraz pożegnaj się z życiem za to co zrobiłaś tej małej.
-Zginiesz jak mnie zabijesz jestem bliską krewną Me...
Już nie dokończyła zdania bo jej życie ulotniło się wraz z dzwiękiem strzelającej strzelby i spadającej łuski po naboju kalibru 18,5 mm.
Gdy już miał opuścić pechowe mieszkanie usłyszał odgłos biegnących cięzkich butów a wraz z nimi dzwięki komend podawanych po rosyjsku, wiedział już że to nie są przelewki, mieszkanie było na parterze i wyraźnie było słychać że jest 4 dowódców drużyn a to oznaczało że jest tutaj niedaleko 16 czerwonych spojrzał na strzelbe wiedział, że ma już tylko 3 naboje w magazynku przewiesił strzelbe przez plecy i chwycił UKM który w magazynku miał taśme z około setką naboi nagle, wpadła do mieszkania pierwsza drużyna a nastepne już wbiegały na parter, nagle otwarł drzwi od sypialni oddając po celnej serii w trzech zupełnie zaskoczonych żołnierzy pierwszej drużyny eliminując ich bez problemu, nagle z kuchni wybiegł ich dowódca zaskoczony tym że wpadli w zasadzke, lecz Max nie tracąc czasu walnoł w niego seria z UKM-u strzelając z biodra niczym Rambo z swojego M60. Wycofał się na parter z przewieszonym przez szyje i opartym o biodro UKM otwierając ogień do zupełnie zaskoczonej ósemki żołnierzy Rosyjskich, którzy zostali zupełnie zaskoczeni po tym co wydarzyło sie w mieszkaniu, ich nagły postój dał Maxowi niezłą okazje i doskonałe pole ostrzału nieruchomego wroga. Max korzystając z tej okazji długą serią liczącą jakieś 50 naboi wyeliminował całą ósemke strzelając z bliskiej odłegłości. Po czym wbiegł z powrotem do mieszkania i ryzykując postawił wszystko na jedną kartę, wyskoczył oknem w sypialni wprost na zaskoczonego dowódce czwartej drużyny, który padł na trawnik przygnieciony przez Maxa, przez chwile próbował zrzucić z siebie Maxa lecz po potężnym ciosie kolbą w czoło już nie wydał z siebie żadnej oznaki życia. Max nie tracąc czasu biegiem oddalił się od miejsca nie dawnej walki biegnąc jak najszybciej do samochodu. Gdy dotarł do forda dumny z siebie że zgubił pościg odpalił i odjechał w kierunku Strzyżewic by załatwic jeszcze jedną sprawę, gdy dojeżdżał do Strzyżewic jedyne co po nim na Ostroroga zostało to ciała dwunastu żołnierzy i ciało tej która zabiła rodziców madzi oraz ból szok i zaskoczenie.