Zmodyfikowany Citroen Jumper mknął jak szalony opustoszałą A5 w kierunku Poznania wioząc w swej szoferce siedem osób odzianych w mundury bojowe, kierował Max obok niego siedziała Madzia a przy drzwiach od pasażera zajął miejsce Łukasz za nimi natomiast na czteroosobowej kanapie siedział Niedźwiedź a obok niego siedzieli Iwan zwany ''Szarikiem'', Sasza zwany ''Polidrukiem'', i Fiodor zwany " Wilkiem". W szoferce brzmiały utwory serwowane przez nie dawno odbudowane radio RMF gdy Łukasz się odezwał do Maxa. - Zwolnij cholera jasna debilu zwolnij my tam chcemy żywi dojechać. Rwiesz już ponad 150 kilometrów na godzinę.
- Nie marudź do cholery chcesz tam dojechać nim tamci się zwiną z tego cholernego wypiździajewa. - Max skwitował go bez żadnego odruchu litości. Jakim cudem on się tam znalazł nie wie tego nikt po prostu gdy wszyscy się pakowali do Jumpera nagle podszedł i wyskoczył że z Madzią nigdzie bez niego nie jadą a zwłaszcza pod sam nos Poznańskiej mafii. Cholera go wie jak się dowiedział przecież wszyscy wiedzieli że mała nie puściła farby nikomu, może najzwyklejsza intuicja mu podpowiadała co się kroi lub najzwyklej był u kolejnego z swych informatorów huj go jeden wie co on tam miał jeszcze za asy w rękawie.
- Max zwolnij przed nami na prawym pasie mamy sporo wraków przy tej prędkości nie ominiesz ich - odezwał się Niedźwiedź.
Widzę stary ślepy nie jestem, Polidruk za ile mamy ten cholerny zjazd do tego ich lasu - w głosie Maxa dało wyczuć się swego rodzaju niepokój wywołany faktem że Madzia razem z nimi jechała na akcję, diabli nadali tę całą melinę klną w duchu Max, martwił się o małą o to jak poradzi sobie z namierzaniem celów i czy w ogóle poradzi sobie przecież trochę ma na sobie zadań. Gdy nagle głos Polidruka wyrwał go z zadumy. - Poruczniku hamuj nie przejedziemy zobacz jakiś podejrzany ten zator podobny do barykady, lepiej go objedźmy.
Po tych słowach maszyna zahamowała z przeraźliwym piskiem opon. Max stosował taktykę hamowania pulsacyjnego, wiedział że przy jednym ciągłym trzymaniu wciśniętego pedału hamulca spali hamulce i Jumper na nic im się nie przyda bez sprawnego układu hamowania.
- Poruczniku tuż za tą barykadą jest zjazd do tej meliny - Polidruk wskazał na ścieżkę biegnącą tuż za barykadą, oraz na mapy gdy odezwała się Madzia. - Tata patrz tam jest druga taka sama barykada jak tutaj - wskazując palcem na drugą oddaloną barykadę.
- Krasawica, bystra dziewoczka taka córa to skarb.
- Niech mnie diabli ma dziewucha oko no no - nagle rozhuczało od pochwał w kierunku małej za to że zauważyła druga barykadę.
- Dobra bierzemy sprzęt z paki i ruszamy w las idziemy gęsiego w równych odstępach Łukasz idziesz na szpicy a reszta 60 metrów za nim w 3 metrowych odstępach od siebie, od teraz obowiązuje pełna cisza - Max wydał jasny i przejrzysty rozkaz. Wszyscy obwieszeni bronią i sprzętem maszerowali w milczeniu uważnie rozglądając się po okolicy wypatrując podejrzanych cieni, refleksów czy też sylwetek oraz uważając gdzie stawiają nogi by robić jak najmniejszy hałas, Madzia szła blisko Maxa naśladując każdą jego czynność po ponad godzinnym marszu w trudnym leśnym terenie dotarli w okolice wzniesienia znajdującego się lekko po przekątnej do głównej bramy obozu wroga.
- Łukasz idziesz na wzniesienie wraz z Madzią i zajmujecie dogodne dla was pozycje a pozostali za mną - początkowo mała protestowała chciała iść z Maxem lecz Łukasz ją uspokoił i wyjaśnił że taka jest ich rola w tej operacji i że najlepiej się z niej mogą wywiązać właśnie na tym wzgórzu, podczas gdy Łukasz i Madzia zajmowali pozycje na wzgórzu Max wraz z resztą oddziału oddalił się na około 60 metrów od wzgórza chowając się za okolicznymi zasłonami terenowymi. Od tej pory wszyscy posługiwali się kryptonimami operacyjnymi. Gdy nagle padł kryptonim operacyjny Madzi.
- Jaskółka co widzisz w pobliżu głównej bramy - nagle głos Maxa spoważniał, mała nie czekając na nic przyłożyła do oczu laserowy znacznik celu, ten sam którym bawiła się u Łukasza w domu, poprawiła ostrość obrazu oraz wyregulowała zbliżenie tak jak jej Łukasz pokazał przed wyjazdem, jej małe dziecięce łapki oraz twarz pokryły się potem po ponad godzinnym marszu oraz wdrapywaniu się na wzgórze. Gdy obserwowała rejon wokół bramy głównej poczuła jak ogarnia ją uczucie strachu i nie pewności gdy poczuła nagle na ramieniu przyjacielski dotyk Łukasza który dodał jej otuchy.
- Jaskółka do Jastrzębia widzę dwa kontenery stalowe tworzące mur ochronny między nimi znajduje się brama, jest ona otwarta przed każdym z kontenerów znajduje się umocnione stanowisko karabinu maszynowego - mała spisywała się świetnie podczas swej pierwszej misjii, mówiła dokładnie i powoli tak by Max ją zrozumiał, natomiast Łukasz czuwający obok niej podpowiadał jej nazwy różnych stanowisk lub rzeczy których nazw nie znała oraz nakierowywał na niektóre szczegóły które moga być potencjalnie niebezpieczne dla oddziału - przed bramą miedzy kontenerami jest rozpięta żyłka od detonatora miny a za nią wystają na samym końcu widać przy każdym kontenerze wąsy zapalnika min przeciwpiechotnych. Jakieś 70 metrów przed stanowiskami kaemów na środku ścieżki dojazdowej stoi samochód dostawczy przerobiony na samochód pancerny.
- Świetna robota Jaskółko zostańcie wraz z Sokołem na pozycji i czekajcie dalszych rozkazów - w głosie Maxa brzmiała duma z faktu iż mała uporała z pomocą Łukasza z pierwszą jakże trudną dla dziecka misją, jednak w duchu wyczuwał kłopoty i to spore wiedział co może im zgotować jedno gniazdu kaemu przed bramą a tutaj ma dwa a oprócz nich jeszcze samochód pancerny.